Tramp koło turystyczne przy Liceum Sióstr Urszulanek w Rybniku

Obozowicze

logo autorstwa Joanny Kucharczak

AGATA
- najmniej szkodliwa ze wszystkich, co nie zmienia faktu, że wszyscy się jej boją.. Unika ludzi, zamyka się w jadalni lub
kotłowni gdzie przebywa kilka godzin. Od początku obozu nie wypowiedziała jeszcze ani jednego słowa- czasami tylko mruczy po zjedzeniu bułki z Nutellą lub przy wykańczaniu pasztecika. Za to nocą rozgrywa się prawdziwy koszmar. Zaledwie Agata zamknie oczy, a już zaczyna piłować- tak głośno, że strzelają rury w łazienkach i pada okoliczna zwierzyna. W zeszłym tygodniu nocne wibracje spowodowały śmiertelne zejście 14 kur i zgon jednej krowy w zagrodzie chłopa Józefa Klepacza. Obozowicze praktycznie nie śpią gdyż zatyczki do uszu z przeżutych i odpowiednio ukształtowanych gum Orbit pomagają tylko w 45 %. Jedynym plusem jest podmuch ciepłego powietrza, który wydobywa się z otwartych ust chrapiącej Agaty, nad którymi obozowicze rozwieszają i suszą pranie.
Poza tym Agata całymi dniami rzeźbi w drewnie, które pozyskuje z porąbanych przez siebie szaf i zdartych futryn drzwi. Niestety nikt nie rozumie jej twórczości a zwłaszcza kierownicy zdemolowanych schronisk młodzieżowych. Obozowicze obawiają się ostatniej rzeźby Agaty, która będzie monumentalna, gdyż Agata dwa dni temu zabrała się za wyrąbywanie Bartka

PAN GRZEGORZ L.
- z pozoru łagodny baranek jednak wewnątrz kryje się diaboliczny charakter. Posiada złośliwość przebiegłej chimery. W swoim umyśle kryje chytre pomysły, które sieją strach i spustoszenie. Czerpie także korzyści ze swoich zdolności dedukcyjnych i niczym Herkules Poirot typuje członków "mafii" nie ukrywając przy tym swojej próżności. Z reguły pan Grzegorz jest człowiekiem pesymistycznie nastawionym do życia, a w chwilach dramatycznych z uśmiechem na twarzy spełnia swe marzenia czyli biega z aparatem i wali fotki niczym angielski paparazzi.

KARINA
- choć najmłodsza z całej grupy, pragnie sobie wszystkich podporządkować nie cofając się przed najbardziej wymyślnymi formami ucisku i zemsty. Opracowuje nierealne lub bezsensowne plany wycieczek, chcąc poczuć się opiekunem grupy. Ostatnio chciała odwiedzić Fabrykę Łożysk Tocznych w Kielcach oraz wytwórnię siatek ogrodowych pod Kielcami co spotkało się z ostrą krytyką grupy. Ostra krytyka grupy spotkała się z ostrym napadem furii u nie znoszącej sprzeciwu Kariny, co zakończyło się ogólną bijatyką, do której dołączył się miejscowy margines społeczny. Kiedy przyjechała telewizja nakręcić reportaż o zamieszkach Karina całą winą obarczyła opiekunów, którzy pod koniec sierpnia mają zgłosić się w kuratorium w Katowicach i w Prokuraturze w Kielcach. Z opiekunami jest na "TY", a sama każe do siebie mówić "kierowniczko". Pierwszego dnia obozu weszła w posiadanie kopert z pieniędzmi obozowymi i teraz nimi rozporządza oszczędzając na posiłkach (na śniadanie cebula, na kolacje por) a wydając na bilety do Jaskini Raj, gdyż zapałała lubością do tamtejszego kasjera. Obozowicze byli więc już tam 11 razy i na hasło "Raj" wszyscy klną na głos, a niektórzy nawet wymiotują.

ANIA
- jako jedna z nielicznych sprawiała wrażenie normalnej, Jednak już po kilku dniach, kiedy po raz pierwszy nie wróciła na noc do schroniska było wiadomo, że będą problemy. Podczas wędrówek pod pretekstem zerwania malinki lub pogłaskania wiejskiego kundelka pozostaje w tyle, po czym tradycyjnie znika na kilka godzin. Z nikim nie rozmawia i ciągle udaje, że nic nie słyszy zakładając sobie na uszy słuchawki i podśpiewując, co jest wyrafinowaną formą oszustwa, gdyż Ania nie posiada walkmana, a końcówka nie podłączonych słuchawek wystaje jej z tylnej kieszonki. Choć nie jest agresywna, budzi lęk. Nosi koszulki z napisem Archiwum X a przy śniadaniu wygina wzrokiem łyżeczki. Podczas zaćmienia wygięła rurę kanalizacyjną. W tej chwili przebywa poza schroniskiem, co można stwierdzić po zakrzywiającej się wieży telegrafu nad Kielcami.

JUSTYNA
- notorycznie zmyśla i kłamie czerpiąc przy tym satysfakcję. Twierdzi, że zna całą prawdę choć nawet nie potrafi tego poprawnie powiedzieć. Podając się za opiekunów wydzwania do rodziców dziewczyn podając o nich nieprawdziwe informacje. Kiedy kilka dni temu zadzwoniła do matki jednej z obozowiczek, ta dostała migreny kiedy dowiedziała się, że jej córka wd. słów Justyna uciekła z miejscowym Cyganem do Rumunii. Podczas śniadania wkłada pasztet do słoiczka z miodem mówiąc, że to drzem truskawkowy. W autobusach PKS podaje się za kanara siejąc popłoch wśród pasażerów, a w schroniskach podaje się na SANEPID siejąc postrach wśród jednej sprzątaczki. Kiedy jest zmęczona i nie chce iść w góry symuluje przepuklinę lub zawał dobrze się przy tym bawiąc. Grupa bawi się mniej, tym bardziej, że przed chwilą Justyna zaczęła udawać słonia.

BEATA
- spokojna była jedynie ma dworcu PKP w Rybniku. Jednak z chwilą wejścia do pociągu zaczął się dla obozowiczów prawdziwy koszmar i trwa do tej chwili. Beata dostaje szału na widok zwykłego rachunku lub paragonu i prędzej czy później musi go zdobyć. Non stop przeszukuje wszystkim plecaki, głównie nocą, gdy wszyscy śpią, aby upewnić się czy (aby) ktoś nie ukrył kwitka np. z zakupu chrupek kakaowych lub loda "Panda". Jeśli przypadkiem zdarzy się, że kwitek takowy znajdzie się u kogoś w plecaku Beata wpada w furię. Kiedy pewnego dnia wygrzebała z bocznej kieszonki plecaka rachunek za kefir, który zakupiła jedna z dziewczyn, straciła panowanie nad sobą: rozcięła 5 plecaków kozikiem pani Gabrysi, rozpruła 4 poduszki, powyrywała parapety razem z Gołębiami, które dziobały na nich okruszki, a na końcu weszła w transie na słup wysokiego napięcia i pozbawiła prądu 2/3 mieszkańców Kielc. A innym razem kiedy taksówkarz kielecki, ojciec 4 dzieci, nie wydał rachunku za przejazd dwojgu obozowiczom, Beata odszukała go, po czym przebiła mu wszystkie opony (nawet zapasową), powyginała felgi, po czym do baku z benzyną wrzuciła kawałeczek zapałeczki z płomyczkiem. Resztki maszyny i pasek kierowcy do dzisiaj wiszą na pobliskim drzewie.

ASIA
- podobnie jak większość obozowiczów sprawia wrażenie zwyczajnej osoby, jednak podobnie jak większość obozowiczów nią nie jest. Już od początku obozu straszyła innych swoją rodziną, pokazywała non stop fotkę swojego kuzyna z obwodem klatki piersiowej 2 m 5 cm, oraz ciotkę z zatrważająco pokaźnym zgryzem- wszystko po to, by szantażować swoje koleżanki, a także opiekunów, którzy ostatnio dodatkowo się ubezpieczyli. Choć nigdy tego nie potwierdziła, jej związki z mafią są wyraźne (nawet w na pozór niewinnej grze "Mafia", eleiminuje jednego po drugim). Asia zmusza koleżanki, aby te oddały jej dzienny przydział Snikersów i Marsów, tudzież batoników Grześki, po czym wsuwa je namiętnie na oczach wszystkich, naumyślnie szeleszcząc papierkiem, mlaskając i klepiąc się po brzuchu mówiąc: "Mniam, ale pycha". Obnosi się też swoim telefonem komórkowym dzwoniąc raz do Palermo raz do Moskwy. Kiedy raz kierownik schroniska nie pozwolił jej przełączyć TV na "Jamsa Bonda" Asia wystukała jakiś numer na komórce i już na drugi dzień wokół schroniska krążyły czarne wołgi. Nikt nie chce się jej narazić więc na wszelki wypadek kiedy Asia jest w pobliżu, każdy udaje że śpi lub przynajmniej zawiązuje sznurówki. Wczoraj jedna z obozowiczek spróbowała numeru ze sznurówakmi zapominając, że ma buty na rzepki i wpadła. Teraz robi sobie okłady z Altacetu i Riwanolu, bo Asia poczuła w sobie inwazję mocy. W szeregi uczestników obozu wkrada się galopująca nerwica.

PANI GABRYSIA
- nie jest już tą samą osobą co kiedyś. Dotychczas można było z nią porozmawiać na dosłownie każdy temat. Obecnie interesują ją wyłącznie tematy związane z hutnictwem. Codziennie przed pójściem spać obozowicze muszą wysłuchiwać ok. 2 godzinnej jednostronnej pogadanki p. Gabrysi na temat wytopu rudy żelaza, produkcji prętów, budowy pieców hutniczych itp.- wszystko zaczerpnięte z 2-tomowego wydania książki "Historia hutnictwa na przestrzeni wieków", które to 2 opasłe tomiska muszą nosić i pilnować po kolei wszyscy uczestnicy obozu (w nocy przy książkach zaciąga się wartę). Pani Gabrysia pyta potem na wyrywki rozmaitych szczegółów z książki, a kto nie potrafi odpowiedzieć musi zabulić 50 zł. Większość obozowiczów jest już bez grosza i żywi się głównie runem leśnym i korzonkami, czasem uda się coś wysępić od turystów lub dobrych ludzi z okolicy. Tymczasem p. Gabrysia odżywia się w hotelowych restauracjach pokazując swoim podopiecznym wysokie rachunki z nazwą posiłków aby jeszcze bardziej burczało im w żołądkach. Ostatnio karę pieniężną za nieznajomość treści książki p. Gabrysia zamieniła na karę leżenia na łóżku na samych sprężynach, co na jedno wychodzi, gdyż i tak trzeba potem wybulić 50 zł na dermatologa. Najgorsze jest to, że dwa tomy mają w sumie 1600 stron a p. Gabrysia jest dopiero na 15-stej stronie, gdyż przeżywa ona każdą stronę i wyobraża sobie, że jest hutnikiem. Wygląda to nieco zabawnie, ale nikt nie ma sił się śmiać, gdyż większość obozowiczów rozmyśla w tym czasie jak przeżyć kolejną noc na sprężynach.

PAN DOKTOR JANUSZ O.
- dołączył do grupy dopiero w połowie obozu, co było na początku nieco podejrzane. Okazało się jednak, że po przeczytaniu listy obozowiczów na kilka dni przed wyjazdem, p. Janusz źle się poczuł i następne kilka dni był wyłącznie na Nervosolu. W końcu w przypływie męskiej odwagi, po zaszczepieniu się i po zapisaniu całego majątku żonie i dzieciom p. Janusz dołączył do obozowiczów. Już po kilku godzinach pobytu wśród wyżej wzmiankowanych przypomniały mu się lata studiów, zwłaszcza zajęcia z psychiatrii klinicznej gdzie było równie ciekawie, choć podobnie niebezpiecznie. Odżyła także wewnętrzna potrzeba zajęcia się obozowiczami, rozciągnięcia nad nimi fachowej opieki. Do kuracji p. Janusz przystąpił niezwłocznie. Już nazajutrz po swoim przyjeździe wsypał wszystkim środek przeczyszczający do porannej herbaty (i to w końskiej dawce), po którym ku jego zdziwieniu nikogo nie ruszyło. Wtedy wiedział już na 100 %, że nie ma do czynienia ze zwykłymi ludźmi. Bez ceregieli zaczął więc gonić wszystkich uczestników po rozległym obszarze Świętokrzyskiego Parku Narodowego ze strzykawką typu ŻANETA II- model XXL kaliber 25 mm, celując głównie w najbardziej agresywnych, czyli we wszystkich. Przez nieuwagę upolował przy tym jelenia i 2 sarenki. ŻANETA II przydała się też do przekonania kucharki z baru "Tempo" w Kielcach, że frytki są niedosmażone. Obecnie p. Janusz ostrzy stępione igły nucąc sobie wesoły hymn akademii medycznej pt. "Primum non nocere."

KASIA B.
- (znana pod pseudonimem Ostrowska) jest bardzo, bardzo spokojna i tradycyjnie zamknięta w sobie; najczęściej milczy i kontempluje, a jedyną rzeczą o której można z nią porozmawiać to tematy związane z budową komórki roślinnej lub pogadanki na temat płazińców i skąposzczepów w świetle najnowszych odkryć geologicznych na płd. stokach pasma Łysej Góry. Ponadto pierwsza chodzi spać i gasi światło kiedy reszta chce się bawić w kalambury. Najgorsze jest jednak to, że Kasia podczas każdego wejścia do kościoła odżywa i najgłośniej ze wszystkich śpiewa psalmy według własnej bardzo skomplikowanej linii melodycznej co za każdym razem kończy się interwencją proboszcza i straży miejskiej. Po spisaniu protokołu znowu staje się sobą. Obecnie Kasia siedzi w pokoju i szydełkuje.

MAGDA S.- S.
- jest oczywiście przeciwieństwem koleżanki Bardosz. Już od początku obozu była agresywna. Zaczepiała nieznajomych, w pociągu pociągała non-stop za hamulec bezpieczeństwa i stale blokowała przejścia swoimi 2 plecakami o łącznej wadze 260 kg- w jednym plecaku Magda nosi prowiant na 2 miesiące, głównie słoiki z kompotami i ogórki kiszone, w drugim sprzęt kulturystyczny wypożyczony z ekskluzywnego klubu SEBI, którym ćwiczy od 22.30 do 23.30, a później wychodzi na miasto i przewraca samochody, gł. TIR-y. Jest to nieco uciążliwe, ale czujemy się przy niej bezpiecznie.

MAGDA F.
- niestety jest pod wielkim wpływem Magdy Spych- Spych, właściwie jest jej prawą ręką i bierze z niej przykład. Czasami obie wychodzą nocą na miasto i szukają TIR-ów, a jak nie znajdują wywalają śmieciarki i kontenery na śmieci. Podczas posiłków i nocą kiedy wszyscy chcą spać Magda F. wyciąga keyboard i gra repertuar weselno- biesiadny do momentu kiedy kierownik schroniska wyłączy prąd lub dzwoni po policję.
Najgorsze jest jednak to, że Magda poznała jednego chłopaka z niedalekiej wsi, który jest na przepustce z wojska i który też gra na weselach i ma podobno autograf Schazy. Ma też 5 hektarów i krowę i wiąże z Magdą duże nadzieje.

EWA K.
- zaskoczyła wszystkich zupełnie. Z początku była spokojna i kulturalna, ale obecnie stanowi zagrożenie dla współobozowiczów i nie tylko. Kwestionuje wszystkie propozycje opiekunów, podbiera jedzenie koleżankom karmiąc siebie i okoliczną faunę. Wypija wszystkim wodę doprowadzając niektórych do stanu odwodnienia, a w konsekwencji do omdleń. Nocą wpuszcza miejscowe koty na teren schroniska, a następnie psy, po czym prowadzi obserwacje. Nad ranem resztki kotów walają się po korytarzach, a kawałki sierści fruwają w powietrzu i włażą do kanapek przyklejając się do dżemu i pasztetu. Aktualnie Ewa goni koguta po wsi.

autor: Grzegorz L. tekst o panu Grzegorzu napisała Karina T.


Baba- Jaga

Jestem zła, bardzo zła,
Babą Jagą jestem ja!
Wnet posadzę was na miotle
By was smażyć w swoim kotle.
Chętnie panny młode zjadam
Za panami też przepadam
Gdybym była w waszej skórze
Chętnie zwisła bym na sznurze
Bowiem dzisiaj na Łysicy
Weselisko Czarownicy
Ta najbrzydsza: Baba Jaga
Chce za męża pojąć maga
Mag ów z diabłów się wywodzi
Więc z lubością ludziom szkodzi
Skłania ich do bójek, zwady!
I już na to nie ma rady
Mag uwielbia Disco Polo
Życzył sobie śpiewać solo
Z chrypką, lecz nie rezygnuje
Sznur czarownic przytupuje
On swym prawym ślepym okiem
Mruga do nich. Jednym skokiem
Capnął żonę czarownicę
I poszarpał za spódnicę
Ta niezmiernie rozzłoszczona
Go ugryzła w pół ogona
I jak czynią to złośnice
Deszcz spuściła, błyskawice
Z grobów wywaliła trupy
Towarzyszom każe łupy
Poprzynosić na wesele
Także mąż coś przynieść musi
Dla czarownej swej Jagusi
Więc wyznając szeptem żonie
Iż ogromnym ogniem zionie
Przyobiecał przysmak dla niej
Dziesięć pysznych, młodych panien

I panicza na dokładkę
Ja to jestem: żona maga
Tak! Prawdziwa Baba Jaga
I nikt z was mnie nie przebłada
Zaraz schrupię tę gromadkę
Jak najsłodszą czekoladkę
                                                                       
 autor: Ewa K.

powrót do pierwszej strony

powrót do strony poświeconej obozowi 1999


TRAMP - koło turystyczne przy Liceum Sióstr Urszulanek w Rybniku etramp@poczta.onet.pl