Tramp koło turystyczne przy Liceum Sióstr Urszulanek w Rybniku

Historia jednego obozu

logo autorstwa Joanny Kucharczak

(większe fragmenty całości)

autor: Marysia G. (tekst z Carpe Diem)

To nie był mój pierwszy obóz i z pewnością nie ostatni, ale chyba najlepszy. Cóż może być ciekawszego od wspaniałych opiekunów oraz świetnych towarzyszek trudów wędrowania, no i tej cudownej atmosfery? Jedno jest pewne: tego obozu nie można nazwać nudnym, a wręcz przeciwnie.
Zróbmy reklamę Trampowi! Oto jak wyglądały pokrótce dwa tygodnie z życia Trampa spędzone w polskich górach: w Beskidzie Sądeckim, Pieninach i Gorcach.

Trzy nocne godziny na dworcu PKP w Katowicach- niezły początek.
Podróż do krynicy Górskiej- początku naszej wyprawy, odbyliśmy pociągiem. Dzień przed wyjazdem PKP zakończyło strajk, co nie było do końca prawdą, o czym mieliśmy okazję przekonac się sami. Czekanie na pociąg "Bieszczady", którego opóźnienie przeciągnęło się z 60 mniut do 130, na wspaniałym i uroczum dworcu PKP w Katowicha to tylko przedsmak późniejszych przygów. Od tego czasu wiedziałam, że na Trampie może zdarzyć się obsolutnie wszystko.

Miasto Nikofora- Krynica Górska
Po długiej nocy w pociągu dotarliśmy nad ranem do Krynicy. Pierwszą naszą bazą noclegową było schronisko PTSM-u, oddalone o około 45 minut od centrum miasta. Nasza bardzo liczna grupa- 10 uczestniczek i dwoje opiekunów, opanowała dwudziestoosobową salę z piętrowymi łóżkami. Było ciasno, ale dało się wytrzymać (cha, cha, cha.)
Potem zwiedziliśmy Krynicę, [oprowadzała nas po niej autorka tego tekstu wykazując wspaniałe zdolności przewodnickie- robiła to doprawdy bardzo interesująco!] a w końcu pokonując labirynt ścieżek, weszliśmy na Górę Parkową. Na szczycie w barze "U babci Maliny" zamówiliśmy obiad. Kilka dziewczyn miało powazne problemy ze zjedzeniem swojej pizzy, która nie należała do małych, (co nie przeszkodziło im zjechać później z pełnym żołądkiem na zjeżdżalni grawitacyjnej!). (...)

Cel: Jaworzyna Krynicka; przeszkoda: borówki.
Nazajutrz w niedzielę poszliśmy na Mszę Świętą a potem, pokrzepieni na duchu, wdrapaliśmy się na Jaworzyne Krynicką- najwyższą góre Beskidu Sądeckiego. Na szczyt dotralibyśmy prędzej, gdyby nie borówki, które skutecznie opóźniały naszą wędrówkę. Po powrocie zaczęły się prawdziwe emocje.

Makaroniarze kontra żabojady.
Tego samego dnai wieczorem zebraliśmy się przed telewizorem, aby zobaczyć mecz piłki noznej- finał Mistrz Europy Euro 2000, w którym spotkali się Włosi z Francuzami. (...)

Trampowy zwyczaj- "Mafia" grasuje na każdym kroku.
Mafia do gra wymagająca myslenia, które dla nas w czasie wakacji nie było wcale prostą rzeczą. Jednak, jak na Trampa przystało, lubimy wyzwania. Właściwie w mafię graliśmy wszędzie: na szlaku, w schronisku górskim, w schronisku PTSM-u, w restauracji. (...)

Trampy nie zdobędą Hali Łabowskiej?
(...) Po ulokowaniu się w schronisku [Łomnica Zdrój] ruszyliśmy zdobywać Halę Łabowską. Przed stromym podejściem spotkaliśmy grupę nastolatków płci brzydkiej, którzy stwierdzili, że powinnismy się wrócić, bo i tak nie wejdziemy na Halę. (...)

Intrygujące mitsubishi i jego kierowca
Kiedy wreszcie po bardzo ciekawej podróży dotarliśmy do Krościenka (...) poszliśmy na rynek gdzie postanowiliśmy wynająć busa, który zawiózł by nas do Szczawnicy. Wybór nasz padł na białe mitsubishi, prowadzone przez pana Pawła. Był on później naszym stałym kierowcą i zawiózł nas nawet do rybnika. Jego cechą było to, że zawsze był po nas dziesięć minut przed umuwionym czasem. My Trampy, jako prawdziwe fanki piłki nożnej, nie omieszkałyśmy stwierdzić, że nasz kierowca jest całkiem podobny do Dider Descham`a- kapitana francuskiej drużyny narodowej. (...) Pana Pawła polubilismy od pierwszego spotkania [i kto to mówi?] Profesor L., znany ze swojego nieprzeciętnego humoru, insynuował, jakoby niektórym dziewczynom (dokładnie mówiąc... mnie?!) pan Deschaps podobał się bardziej niż innym, co oczywiście nie było prawdą. [?!?] Bezskutecznie próbowałam wyprowadzić z błędu nie tylko pana L. ale i wszystkich Trampów.
(...)

No to spływajmy
Pierwszego dnia naszego w Hałuszowej pobytu wybraliśmy się na spływ Dunajcem.( ...) Widzieliśmy człowieka, który spadał ze szczytu Sokolicy. (...)

Zamki, kajaki i tajemnicz góra.
Kolejnego dnia pan Deschamps zawiózł nad do Niedzicy. Zwiedzilismy oczywiście zamek, muzeum etnograficzne, płynęliśmy "Białą Damą" po Zalewie Czorsztyńskim, no i zjedliśmy pyszny obiad. Niedzica bardzo mi się podobała, zamek był ładny, choć może nie tak ciekawy i intrygujący jak (...) ruiny zamku w Czorsztynie. (...) Tego samego dnia mieliśmy okazję popływac kajakami lub rowerami wodnymi po zalewie Czorsztyńskim. Pomimo, iz był to dzień odpoczynku od wyczerpujących wędrówek górskich, zdobyliśmy również pewien szczyt- górę Wdżar. Miejsce to jest całkiem tajemnicze i interesujące, gdyż góra ta to nic innego jak wygasły dawno temu wulkan. (...)

"60 sekund" w "Tatrach"
Kiedy przyjechaliśmy do Nowego targu, lało jak z cebra. (...) Poszliśmy na Mszę Świętą do Ludźmierza. Potem wybraliśmy się do kina "Tatry" na film "60 sekund" z nicolasem Cage`m w roli głównej. (...)

Słowacki klasztor zdobyty rowerami.
(...) W Szczawnicy wypożyczyliśmy sobie rowery i ruszyliśmy zdobywać czerwony Klasztor. Jechaliśmy drogą wzdłuż Dunajca, widoki były naprawde piękne. Po drodze napiliśmy się wody ze źródełka, o którym legenda mówi, że jeśli napije się z niego dziewczyna, urośnie jej broda. Codziennie patrzę w lustro, ale żadnej brody nie widzę. Czerwony Klasztor był naprawdę cudowny, położony u stóp Trzech Koron, przywodzący na myśl czasy średniowiecza. (...)
Następnego dnia zdobyliśmy wreszcie szczyt Trzech Koron. (...)

Ostatnie pożeranie.
(...) Na ostatniej kolacji nie mogło oczywiście zabraknąć arbuza. Nasi opiekunowie rozdali nam legitymacje Trampa, zagraliśmy w mafię, no i oczywiście jedliśmy, jedliśmy i jeszcze raz jedliśmy. (...)

Epilog
Tegoroczny obóz zapadnie mi z pewnością w pamieci. Te wszystki wspaniałe miejsca, które zobaczyliśmy, te cudowne szczyty, które zdobyliśmy, no i ta niepowtarzalna atmosfera panująca między nami, tego po prostu nie można opisać, to trzeba przezyć. Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, że mogę nazywać siebie Trampem. (...)
Dżem z gumą guar, hurtownia jaj spożywczych, oddech pasztetów i "kurka wodna".... (...)

(całość tekstu można przeczytać w Kronice Trampów tom II lub w Carpe Diem- także w bibliotece)

powrót do pierwszej strony
powrót do strony poświęconej obozowi 2000


TRAMP - koło turystyczne przy Liceum Sióstr Urszulanek w Rybniku etramp@poczta.onet.pl