Tramp koło turystyczne przy Liceum Sióstr Urszulanek w Rybniku

List otwarty do organizatora obozu wędrownego w Bieszczady

logo autorstwa Joanny Kucharczak

Rybnik 2001-08-21

Szanowna Pani Gabrysiu!

           Jako opiekun grupy osiemnastu osób, które brały udział w obozie wędrownym w Bieszczady w okresie od 6.07 do 20.07.2001 r. czuję się w obowiązku wskazać na szereg zaniedbań, których się Pani dopuściła podczas przygotowywania obozu jak i w trakcie jego trwania. Nie jest moim zamiarem czynić Pani wyrzuty dla swojej własnej satysfakcji, sądzę jedynie, iż odrobina krytyki pozwoli Pani trzeźwo ocenić swoje umiejętności pedagogiczne potrzebne do pracy z młodzieżą, których wyraźnie Pani zabrakło. Każdy człowiek, zwłaszcza młody ma prawo należycie wypocząć, a jeśli nie potrafi mu się tego odpowiednio zapewnić jest rzeczą wielce niepoważną mienić się organizatorem obozu wędrownego narażając tym samym młodych ludzi i ich Rodziców na niepotrzebny wydatek i stres.

Pozwoli Pani, że w kilku punktach postaram się ująć najbardziej widoczne niedociągnięcia.

  1. Na obóz jechały dziewczęta. Dziewczęta to nie chłopcy. Pędzenie młodych dziewcząt po długich trasach mogło okazać się fatalne w skutkach dla ich ciągle jeszcze rozwijającego się i delikatnego układu mięśniowego. zmuszanie ich do pokonywania odcinków dłuższych niż 1500 m na dzień było przejawem daleko idącej nieostrożności i braku wyobraźni, tym bardziej, że żaden z Rodziców nie wyraził pisemnej zgody na przejście np. 1550 m.
  2. Przed wyjazdem w góry należało zdefiniować pojęcie "góry", a to nie zostało przez Panią uczynione. W wyniku tego wiele dziewcząt było wyraźnie zaszokowanych faktem, iż góry różnią się od równin i są wybrzuszone, co wiązało się z wyczerpującym podnoszeniem nóg podczas włażenia pod górę oraz niebezpiecznym hamowaniem nogami podczas schodzenia. Prawdopodobnie żadna z uczestniczek obozu nie posiadała przy sobie nawet zwyczajnej odbitki ksero z wizerunkiem góry, nic więc dziwnego, że wiele z nich było bliskich płaczu kiedy ni stąd ni zowąd na trasie pojawiło się cos dużego i zalesionego.
  3. Każda trasa ma swój czas przejścia. Od chwili wyruszenia na szlak i zbliżania się do punktu docelowego czas ten się skraca. Jest to oczywiste, dlatego dziwi fakt, że tak usilnie starała się Pani trzymać to w tajemnicy, choć dziewczęta raz za razem podejmowały desperackie próby wyciągnięcia od Pani jakichkolwiek informacji co do czasu, który pozostał do końca drogi. Ich dramatyczne pytanie "ile jeszcze" spotykało się z Pani chłodną reakcją, a podawane przez Panią od czasu do czasu jakieś cyfry były raczej mało wiarygodne, choć dla Pani było to niewątpliwie bardzo wygodne. Ciekawe czy to tak trudno przygotować tabliczki z numerkami i co 5 minut podnosić je odpowiednio na przedzie grupy, tak, aby każdy mógł przeczytać ile czasu pozostało do końca drogi. Jeśli przygotowanie tabliczek wiązało się dla Pani ze zbyt dużym wysiłkiem, który trzeba było włożyć w zwyczajne wycinanie tabliczek z brystolu i naklejanie ich na drewniane patyczki, mogła Pani zabrać ze sobą przenośny megafon i podawać wszelkie informacje za pomocą tego sprzętu. Tak często narzeka się na młodzież, na ich brak inicjatywy i niechęć do pracy, a sami nauczyciele czy wychowawcy nie potrafią wzbić się ponad przeciętność, pozwalając, aby na trasie młodzi ludzie wytężali głos tylko dlatego, że nie zostały przygotowane tabliczki z numerkami ani też nie zabrano aparatu nagłaśniającego.
  4. Jako organizator obozu zupełnie nie wzięła Pani pod uwagę różnych gustów kulinarnych dziewcząt. Jest rzeczą oczywistą, że dwa tygodnie poza domem to dwa tygodnie poza kuchnią mamy i zmuszanie swoich podopiecznych do korzystania ze zwykłych barów mogło być dla nich nie lada szokiem. Nieodpowiedni kształt klopsika, za mało soli w ziemniakach, czerwona kapusta niewystarczająco czerwona, czy też pierogi ruskie nie tak ruskie jak być powinny skazywały dziewczęta na poważne kulinarne cierpienia i roniły tęsknotę za domem. Każdy dobry organizator obozów wędrownych zabiera ze sobą kucharza, który przyrządza posiłki według indywidualnych upodobań obozowiczów. Prawidłowe odżywianie jest szczególnie ważne w życiu młodych ludzi a Pani prawie zupełnie ten aspekt zignorowała. nie zainteresowała się też Pani codzienną dostawą mleka z odpowiednią ilością tłuszczu w litrze co nierzadko było przyczyną agresji i niepotrzebnego napięcia przy porannych i wieczornych posiłkach- nie każdy bowiem musi lubić mleko 0,5 % czy też 3,2 %. A dziewcząt było osiemnaście!
  5. W lipcu jest czasami gorąco. Znany to fakt, a jednak nie poinformowała Pani o nim swoich podopiecznych. Nic więc dziwnego, że widok grzejącego słońca kompletnie je zaskoczył. Wystarczyło przeprowadzić pogadankę kilka dni wcześniej i scharakteryzować pokrótce cechy charakterystyczne pór roku w Polsce, a uniknęłoby się kłopotów.
  6. Nie zabezpieczyła Pani należycie szlaków i ścieżek. Były one pełne chaszczy, błota a w powietrzu fruwały komary i muchy, co u dorastających dziewcząt mogło wywołać niechęć lub nawet odrazę. Niejednokrotnie ich delikatny naskórek pokrywający zwłaszcza kończyny dolne był zadrapany przez niebezpiecznie płożące się rośliny, co sprzeczne było z elementarnymi zasadami higieny i szeroko pojętej estetyki. Błoto wyglądało nieprzyjemnie i budziło buty, nic więc dziwnego, że niektóre dziewczęta nie chciały puścić drzwi schroniska lub busika- w końcu za obuwie słono zapłaciły i na pewno nie po to, żeby je teraz ubrudzić.
  7. Przygotowania do obozu, czym dosyć się Pani szczyci, trwały niespełna rok. Co kilka tygodni odbywały się przedobozowe spotkania w szkole, pisała Pani listy, zakładał lokaty w banku, wydzwaniała Pani do różnych instytucji i organizacji, załatwiała dofinansowanie u odpowiednich władz, zbierała Pani pieczątki, gromadziła odpowiednie dokumenty, sprawdzała połączenia komunikacyjne, opracowywała dokładny plan obozu, szacowała koszty oraz rozdzielała zadania. To za mało! Przygotowania powinny trwać 2 lata, a oprócz wyżej wymienionych czynności zapomniała Pani chyba najważniejszej: codziennie informować dziewczęta jak Pani idzie.
  8. Na koniec jeszcze jedno poważne zaniedbanie. Grupa powinna stanowić jedność. Tymczasem w jej obrębie można było zaobserwować wyraźny element wywrotowy, któremu na przekór innym uczestnikom obozu coś się chciało. Było to oczywiste pogwałcenie podstawowych praw demokracji i zupełnie nie udało się Pani nad tym zapanować. Podczas wędrówek osoby te naumyślnie nie biadoliły, podczas posiłków w bezczelny sposób nie marudziły, a podczas upałów perfidnie nie jęczały- był to przykład braku poszanowania tradycji narodowych, a dla pozostałych dziewcząt zły przykład, co mogło skończyć się ogólną chęcią do czynu i działania. Pani pobłażliwość i bezczynna postawa zdawała się jeszcze bardziej rozzuchwalać te niepokorne jednostki.
  9. Sądzę, że tych kilka uwag pozwoli Pani wyciągnąć odpowiednie wnioski co do dalszego organizowania obozów wędrownych. Młodzi ludzie wymagają maksimum troski i opieki, zwłaszcza podczas zorganizowanej formy wakacyjnego wypoczynku, do tego jednak potrzebne jest bogate zaplecze pedagogiczne kierownictwa. Mam nadzieję, że weźmie to Pani pod uwagę.

    Z poważaniem
    Grzegorz L.


powrót do strony pierwszej
powrót do strony poświęconej obozow siódmemu


TRAMP - koło turystyczne przy Liceum Sióstr Urszulanek w Rybniku etramp@poczta.onet.pl