Tramp koło turystyczne przy Liceum Sióstr Urszulanek w Rybniku

Jak to dziesięciu śmiałków po Górach Stołowych wyruszyło...

logo autorstwa Joanny Kucharczak

Dawno, dawno temu z prastarego grodu Rybnikiem zwanego oddział dziesięciu śmiałków w długą podróż wyruszył, chcąc zbadać krainę dziką a niedostępną, pod wielce zagadkowym mianem Gór Stołowych znaną. Dzielni kawalerowie wędrówkę swą od tajemniczych skał zwanych "błędnymi" rozpoczęli. Moc rycerzy przed nimi życie tam straciło, po nie mających końca labiryntach się błąkając. Podróżnikom naszym z onej opresji udało się wyjść cało, zaś że we wszelakich niebezpieczeństwach okrutnie się lubowali, w drodze powrotnej także do napotkanej niewielkiej osady ze straszliwej Kaplicy Czaszek słynącej wstąpić nie omieszkali. Przejściami owymi na odpoczynek sobie zasłużywszy, wędrowcy dłuższy popas uradzili. Przeto do bram miasteczka niewielkiego, lecz ze wspaniałych wód słynącego się udali. Wody te podług gminnego ludu opowieści i umarłego już człeka na nogi postawić potrafią. Rybniccy mężowie, pokrzepiwszy u onych źródeł swe siły, w dalszą ruszyli podróż. Wielce niebezpieczną ona była, a to za przyczyną złych duchów krainy onej, bez ustanku ścieżki plątających, lubo przez nich ku znalezieniu drogi dobrej znaki postawione zrywających. Tułacze jednak nasi, na niepowodzenia nie zważając, w końcu na najwyższą skałę Szczelińcem zwaną dotarli. Na górze onej tron swój miał groźny olbrzym Liczyrzepa. Jednakże dzięki swej odwadze i sprytowi, włóczędzy niezauważeni obok niego przemknęli i udawszy się w dalszą drogę, przed zmierzchem do osady małej dotarli, gdzie obóz swój rozbiwszy, wspaniały wieczór przy ognisku spędzili wraz z zacnymi gospodarzami, u których znaleźli schronienie. Towarzyszyły im dźwięki lutni, na której jeden z wędrowców pięknie przygrywał. Lecz, że wywczasy wiecznie trwać nie mogły, włóczędzy żywo w dalszą drogę ruszyli. Podczas swej wędrówki zawitali także do Wambierzyc, gdzie pokłoniwszy się tamtejszej Królowej- Matce Boskiej Wambierzyckiej dalej powędrowali. Po drodze jakieś złe licho znowuż poplątać ich szlaki chciało, lecz i tym razem właściwy gościniec odnaleźli. Inną razą zawitali do miasteczka słynącego w całym kraju z papieru czerpanego wyrabiania. Nawet na własne oczy zobaczyć mogli, jakteż ono dziwo- czerpanie - wygląda.

W końcu po przygodach niezliczonych śmiałkowie nasi do warownego grodu- Kłodzka dotarli, gdzie jaśnie pan kasztelan, po niezdobytej twierdzy i labiryntach podziemnych ich oprowadził. Mężowie jednakże nieustannie do nowych jeszcze przygód straszliwą ochotę mieli i nawet w tak świetnym grodzie usiedzieć żadną miarą nie mogli. Azali uradzili wybrać się na górę wysoką, o szczycie w chmurach tonącym, Śnieżnikiem zwaną. Po kilku godzinach wspinaczki mozolnej a niebezpiecznej dopiero na miejsce dotarli. Rozochoceni urzekającymi swą malowniczością widokami chęci do dalszej nabrali wędrówki i- miast schodzić- pobieżali dalej, aż na Igliczną. Stamtąd zeszli ku olśniewająco pięknemu wodospadowi Wilczki, który ich swym ogromem zadziwił. Urocze to miejsce niestety musieli naprędce opuścić, gdyż nazajutrz w drogę powrotną wyruszyć mieli, do której powinni się byli nalezycie przysposobić. Tak to wędrówka ich końca dobiegła i pomimo ostatnich knowań złych duchów, w chwale i sławie wielkiej do rybnickiego grodu powrócili.

Ostrosłup & BLUE-GEO

powrót do strony pierwszej
powrót do strony poświęconej pierwszemu obozowi wędrownemu


TRAMP - koło turystyczne przy Liceum Sióstr Urszulanek w Rybniku etramp@poczta.onet.pl